Powieść „Polonista” miała być prostą kontynuacją „Szkoły na wzgórzu” wydanej pierwotnie w 2015 roku. Przepełniony ideałami nauczyciel Sylwester Cichy i niepokorny dziennikarz Karol Zawada po długiej przerwie znów zwierają szyki, by zmierzyć się z kolejną zagadką kryminalną. Takie było założenie.
Życie nie raz pokazało jednak jak bezlitośnie drwi z wszelkich planów i założeń. „Polonista”, choć luźno powiązany ze „Szkołą na wzgórzu” stanowi zamkniętą całość. Intryga kryminalna, która chwyta czytelnika od pierwszych stron, mocno zanurza się w prozie życia codziennego. Pisząc „Polonistę” sporo miejsca poświęciłem szkole, czyli środowisku życia głównego bohatera. Nie planowałem tego, ale mikroświat problemów, strachów i intryg przysłowiowego „pokoju nauczycielskiego” mocno mnie zafascynował. Są czytelnicy, w których opinii zabieg ten rozmywa wątek kryminalny,
„Polonista” jednak nigdy nie miał być pełnokrwistym kryminałem z pędzącą akcją, krwią, policyjnymi wątkami i mordującymi psychopatami. Myślę, że czytelnik lubiący mocne wrażenia znajdzie ich w dostępnych na rynku książkach aż nadto. Moim celem było pokazanie człowieka, pięćdziesięciolatka w momencie zwrotnym życia, zagubionego z jednej strony, z drugiej zmotywowanego do rozwiązania tajemnicy. To dążenie pozwala mu przezwyciężyć strach, ale i nieco wbrew sobie dokonywać rzeczy dwuznacznych etycznie.
Dlaczego targają nim takie sprzeczności? Dzieje się tak, ponieważ tajemnica drzemie w jego DNA, wychowuje się z nią od małego. Nierozwiązana zagadka prześladuje go i gnębi.
Czym ona jest? Tego nie zdradzę. Przeczytajcie „Polonistę”.
Sebastian Imielski
