Nazwa Chemia Mózgu przyszła mi na myśl w momencie, gdy rozważałem założenie wydawnictwa autorskiego. Dlaczego wydawnictwo, a nie tradycyjny selfpublishing? Odpowiedź jest prosta – nie mam zamiaru skupiać się wyłącznie na własnej twórczości. Oczywiście nawiązanie współpracy z innymi autorami to pieśń przyszłości, kwestia roku, lub dwóch, wcześniej muszę bowiem wdrożyć i okiełznać wszystkie mechanizmy związane z wydawaniem książek, ale na pewno ten moment nastąpi.
Wracając do nazwy – skąd Chemia Mózgu? Jak wiele pomysłów, tak i ten narodził się przypadkowo. Usłyszałem gdzieś (pewnie w internecie) o procesach chemicznych zachodzących w mózgu podczas czytania książki. Nie będę się zagłębiał w szczegóły nazewnictwa poszczególnych substancji zapewniających komunikację pomiędzy synapsami podczas czytania – chemia to nie mój konik – w każdym razie niezwykle spodobało mi się określenie „symfonii neuroprzekaźników”. Gdy czytamy mózg pracuje na pełnych obrotach, a gdy lektura nas wciągnie ludzki superkomputer pod czaszką wydziela niewielkie dawki dopaminy, czyli neuroprzekaźnika nagrody. Dzięki temu fajna książka daje nam satysfakcję i po przeczytaniu pragniemy większej ilości podobnych doznań. Wiedziałem, że ta nazwa ze mną zostanie. Nadszedł czas na zapewnienie czytelnikowi niezapomnianych przeżyć literackich.
Wydawnictwo Chemia Mózgu będzie się starać, by jego publikacja gwarantowały zastrzyki dopaminowe w odpowiednim, satysfakcjonującym natężeniu. Niech symfonia neuroprzekaźników nigdy nie zamilknie. Wyszukujcie naszych premier.
Sebastian Imielski
